poniedziałek, 22 września 2008

Nowy początek

Pchnęła masywne drzwi i staneła na progu, krzywiąc się od ich ciężaru napierającego na rękę.

Weszłam. Widzę, wiem. Weszłam.

Rozejrzała się, stojąc na środku pustego korytarza. Podniosła głowę. Szkalny sufit był daleko. Kamienna podłoga i kamienne ściany, echo, krok. Kolejny krok. I kolejny.

Wciągam głeboko powietrze w płuca. Jest moje, jest we mnie. Zimne i szare.

Stanęła nad niepozorną kupką śmieci, pozostawioną przez sprzątaczkę. Przecież ich stać.
Przekrzywiła głowę, spoglądając na nie z czułością. Teraz to już odpadki, ale kiedyś były wszystkim. Nasionami przyszłości. Jednak nierzeczywisty był potencjał w nich drzemiący. Otarłszy ostatnie złudzenia z oczu, ruszyła dalej, a drogę za nią znaczyły zielone krople kapiące z rękawa.

Odgarnełam kosmyk włosów, zasłaniający mi pole widzenia. Spojrzałam na pasmo światła, odgradzające mi drogę.

Nauczyć się nie czekać, podrzeć wszystkie wyświechtane 'dlaczego'.
Zdjęłam buty i zanurzyłam stopy w ciepłej cieczy światła. Nogi porwały mnie do biegu.

Usiadła na zimnej podłodze.
Gruba kreska oddzielająca idealizm dzieciństwa od dziś rysowała się przed jej oczami.
Walka zamiast pragnienia.
To życie zwierzęce, nierówne, przypadkowe.
"Hm. Wiesz, nie ma kary lub nagrody. Los dzieli na oślep." Powiedział. I poszedł.
Szczeście jako dopełnienie istnienia jest kłamstwem. Nie powiedział, dlaczego żyć. Walczyć o spokój. Jedynie. Reszta fikcją literacką.

Otrzepałam kolana z srebrzystego, kamiennego pyłu.

Łżesz.